4.8K views, 152 likes, 36 loves, 22 comments, 6 shares, Facebook Watch Videos from Człowiek z bursztynu - Tomasz Ołdziejewski: Nigdy nic nie wiadomo. Tłumaczenia w kontekście hasła "nic nie wiadomo" z polskiego na angielski od Reverso Context: nic mi nie wiadomo Nasze doświadczenia z rozmnażaniem podopiecznych, czyli jak zostać ojcem/matką Masz pytania na temat rozmnażania swoich ryb? Sprawdź tu! "Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Ani z misiami, prosiakami czy królikami" .Poznaje bezpieczne miejsca do zabawy, np. ogród przedszkolny, podwórko; Rozpoznaje zjawiska akustyczne związane poruszaniem się pojazdów; Nie wiadomo od której strony to ugryźć. Może też być tak: payment of unauthorized overdraft interest: unpaid Z takimi skrótami, podobnie jak z pszczołami, nigdy nic nie wiadomo. Szczególnie, że nie mamy kontekstu. Pamiętam, że bardzo mnie to uderzyło. Nigdy wcześniej nie myślałam o sobie jako o kimś silnym albo odważnym. Wręcz przeciwnie. Kolejne rozmowy (nie tylko z bliskimi, ale również z terapeutką) uświadomiły mi, że rzeczywiście coś w tym jest. . - Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego - Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność. - Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. - Wszystko to przez to, że zanadto lubię miodek. Ratunku! - Miałbym pewien pomysł, ale nie myślcie, żeby był bardzo dobry. - Myślę i myślę, i teraz już wiem, że to jest bardzo zły gatunek pszczół. - Byłem gapą, strasznie głupim gapą. Jestem po prostu Miś o Bardzo Małym Rozumku. - No, mniej więcej o tej porze idę do domu. Mam wtedy jedną lub dwie Sprawy do Załatwienia. - Jagulary zawsze tak robią, wołają: Pomocy! Pomocy!, a kiedy patrzy się w górę, zlatują na dół na tego, kto patrzy. - Bo układanie Wierszy i Piosenek to nie są rzeczy, które się łapie w powietrzu. To one cię łapią i wszystko, co można zrobić, to pójść tam, gdzie one mogłyby cię znaleźć. - Wyszło to trochę inaczej, niż myślałem, ale zawsze wyszło. - Jeśli butelka potrafi pływać, to i garnek potrafi pływać, i jeśli będzie to bardzo duży garnek, będę mógł na nim usiąść. - Czasami jest to Statek, ale częściej Katastrofa. To wszystko zależy. - Możemy popłynąć na twoim parasolu rzekł Puchatek. - Mam w spiżarni dwanaście garnczków, które wołają mnie już od godziny. - No, dobrze, a gdybym ja posadził plaster miodu przed moim domem, czy wyrośnie z niego ul? - Jeśli wiem cokolwiek o czymkolwiek, to ta nora oznacza Duże Towarzystwo, a Duże Towarzystwo oznacza Królika, a Królik oznacza łasowanie. - Lubię rozmawiać z Królikiem, bo Królik mówi wyraźnie o rzeczach wyraźnych, jak na przykład: Już pora na śniadanie lub Misiu, zjedz co.... - Puchatek wiedział, co ma na myśli, ale ponieważ był Misiem o Bardzo Małym Rozumku, więc nie potrafił tego wyrazić słowami. - I żeby to był Mruczankowy Dzień, i żeby ptaszki śpiewały. - Są tacy, co potrafią, a są tacy, co nie potrafią. W tym cała rzecz. - Bo ja piszę dobrze, tylko Koślawo. To jest dobra pisownia, tylko Koślawa, to znaczy, że litery trafiają nie tam, gdzie trzeba. - Bo nigdy nie wiadomo, na co w domu może się przydać kawałek sznurka. - Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć. - Puchatek we własnej osobie powiedział coś tak mądrego, że Krzyś mógł tylko patrzeć na niego z otwartą buzią. - Miś o Miłym Obejściu, lecz o Wybitnie Zadziwiającym Braku Rozumu. - Masz ci los! - rzekł Puchatek, gdy wsadził nos do garnka. - jakiś Słoń tu się raczył. Potem pomyślał przez chwilkę i powiedział: - Ach, nie, to przecież ja sam. Zapomniałem. - Gdy noc zbierała się do odejścia, Puchatek obudził się nagle z uczuciem dziwnego przygnębienia. To uczucie dziwnego przygnębienia miewał już nieraz i wiedział, co ono oznacza. Był głodny. - Słońce grzało tak rozkosznie, a kamień na którym siedział od dłuższego czasu, był tak przyjemnie ciepły, że Puchatek już sobie postanowił, że przez całą resztę poranka będzie siedział pośrodku strumyka i cieszył się z tego, że jest Puchatkiem. "Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Ani z misiami, prosiaczkami, królikami, sowami." (Alan Alexander Milne) Torba uszyta z materiałów z odzysku/recyklingowych (bawełna, zielono-brązowa, z podszewką, zdobiona aplikacjami z materiału oraz sową wykonaną szydełkiem z włóczki akrylowej, zapinana na kołeczek, wymiary – szerokość: 46 cm, wysokość: 50 cm, długość uszu: 63 cm). Dzieło Wielkiego Słonia w Czerwone Paski. Osoby zainteresowane zakupem torby prosimy o kontakt mailowy - @ Sandałowiec to jedna z moich ulubionych nut. Perfumy z sandałowcem w tytule to przynęta, na którą łapię się zawsze i... rzadko żałuję. Bo zapach sandałowca jest piękny, kompletny i krągły. Zarówno łagodny sandałowiec indyjski, jak i bogatszy australijski - wyciągnięte do przodu praktycznie gwarantują kompozycję ciepłą, komfortową i po prostu Santal Tislit spodziewałam się sandałowca. Tak jak po pudełku czekoladek oczekuje się czekolady. Pamiętam swój pierwszy test. Bez znajomości nut. Bez przygotowania teoretycznego. Wzięłam w rękę flakon marki z kadzidłem w nazwie i rozpyliłem na blotter perfumy z sandałowcem w tytule. A tam kwiaty i miodek. 😜I to był koniec mojej przygody z Santal Tislit... do kontakt z Sandałowcem od Maison Incens jest zwodniczy. W otwarciu kompozycja Gigodota brzmi dość syntetycznie. Kwiaty, dziwnie plastikowa nuta miodowa i subtelnie pikantny akcent przyprawowy, który nie ratuje sytuacji. Na szczęście jest to tylko chwila i kiedy mija, Santal Tislit zaczyna ukazywać oblicze piękniejsze. Kremowość, miękkość, ciepło - charakterystyczne sandałowe przymioty złożone z kremowością i miękkością nut kwiatowych. Ślad kadzidła rzucający cienisty, dymny woal na rozbielone nuty budujące jądro zapachu. Wczesna wanilia rozbielająca nutę miodową. I piżmo dające kompozycji tę charakterystyczną szorstkość wyczuwalną w gardle. Całe to bogactwo składników splata się w spójną kompozycję w kilka chwil dosłownie. I trwa na skórze dryfując powolutku w stronę pudrowo piżmowego, miodowego sandałowca. Brzmi dobrze?Słusznie, bo to ładne niby bez ekscytacji?Też Tislit to perfumy, o których naprawdę można napisać, że są ładne i niewiele poprawna mieszanka esencji nie opowiada mi żadnej historii. Nie budzi wielkich emocji. Nie uraża, nie przeszkadza, nie uwiera. Nie męczy. Nie wiem, jak Wam, ale mnie to nie wystarcza. Data premiery: 2017Kompozytor: Jean Claude Gigodot Projekcja: mehTrwałość: mehNuty zapachowe:Nuty głowy: bergamotkaNuty serca: jaśmin, róża, ylang-ylang, nuty drzewne, heliotrop, miódNuty bazy: kadzidło, sandałowiec, piżmo, wanilia Rozdział I, w którym poznajemy się z Kubusiem Puchatkiem i z pszczołami, i tu zaczyna się opowiadanie - pierwszy rozdział książki Kubuś Puchatek autorstwa Milne'a. Poniżej prezentujemy cały rozdział w przekładzie Ireny Tuwim: Przedstawiam wam Misia Puchatka, który właśnie w tej chwili schodzi po schodach. Tuk-tuk, tuk-tuk, zsuwa się Puchatek na grzbiecie, do góry nogami, w tyle za Krzysiem, który go ciągnie za przednią łapkę. Odkąd Puchatek siebie pamięta, jest to jedyny sposób schodzenia ze schodów, choć Miś czuje czasami, że mógłby to robić zupełnie inaczej, gdyby udało mu się przestać tuktać choćby na jedną chwilę i dobrze się nad tym zastanowić. A potem znów mu się zdaje, że chyba nie ma na to innego sposobu. Tak czy siak, Miś zjechał już na dół i gotów jest zapoznać się z wami. Proszę bardzo: oto jest Kubuś Puchatek. Kubuś Puchatek lubi od czasu do czasu najrozmaitsze zabawy, a czasem znów lubi siąść spokojnie przed kominkiem i posłuchać jakiejś ciekawej historyjki. Tego wieczoru... - A jakiej historyjki? - spytał Krzyś. - Czy mógłbyś opowiedzieć Kubusiowi którąś z nich? - Myślę, że tak - odrzekłem. - A jak ci się zdaje, jakie historyjki Kubuś lubi najbardziej? - O sobie samym. Bo to już jest taki Miś. - Aha, rozumiem. - Więc opowiesz mu? - Spróbuję. - No i spróbowałem. Pewnego razu, bardzo dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek, mieszkał sobie Kubuś Puchatek zupełnie sam w lesie, pod nazwiskiem pana Woreczko. - A co to znaczy pod nazwiskiem? - zapytał Krzyś. - To znaczy, że na drzwiach na tabliczce miał wypisane złotymi literami nazwisko, a mieszkał pod nim. - Kubuś Puchatek nie wiedział dobrze, jak to jest - powiedział Krzyś. - Ale teraz już wiem - odezwał się mrukliwy głos. - Więc słuchaj dalej - powiedziałem. - otóż pewnego dnia Puchatek wyszedł na spacer, aż zaszedł na polankę w środku lasu, a pośrodku tej polanki rósł wielki dąb i z samego jego wierzchołka dochodziło głośne bzykanie. Kubuś Puchatek usiadł sobie pod tym dębem, podparł głowę na łapkach i zaczął rozmyślać. Z początku powiedział do siebie samego: - To bzykanie coś oznacza. Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu. Jeżeli słyszę bzykanie, to znaczy, że ktoś bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki ja znam, to ten, że się jest pszczołą. Potem znów pomyślał dłuższą chwilę i powiedział: - A jedyny powód, żeby być pszczołą, to ten, żeby robić miód. Po czym wstał i powiedział: - A jedyny powód robienia miodu to ten, żebym ja go jadł. - I zaczął włazić na drzewo. Właził, właził coraz wyżej, coraz wyżej, coraz wyżej, a gdy wreszcie wlazł na górę, prawie do połowy drzewa, taką sobie pioseneczkę-mruczaneczkę Miś zaśpiewał: Dziwny jest niedźwiedzi ród, Że tak bardzo lubi miód, Bzyk-bzyk-bzyk, ram-pam-pam Co to znaczy? Nie wiem sam. Potem wlazł jeszcze wyżej... i jeszcze wyżej... i jeszcze trochę wyżej. Gdy tak właził, ułożył sobie inną piosenkę: Gdyby Pszczołami były Niedźwiadki, Nisko na ziemi miałyby chatki, A że tak nie jest, oto przyczyna, Że się musimy na drzewa wspinać. Był coraz bardziej zmęczony, więc zaśpiewał Żałosną Piosenkę. Już, już dobrał się prawie do miodu, gdy naraz... Trach! - Ratunku! - zawołał Puchatek zlatując na gałąź o pół łokcia niżej. - Gdybym zamiast tego... - powiedział i nie skończył, bo zleciał na następną gałąź o dwa łokcie niżej. - Domyślacie się chyba, co miałem zamiar zrobić - wyjaśnił Puchatek fikając koziołka i zlatując na łeb, na szyję na inną gałąź o trzy łokcie niżej. - Oczywiście, że to było z mojej strony raczej... - przyznał spadając na następne sześć gałęzi. - A wszystko to, moim zdaniem, przez to - powiedział opuszczając ostatnią gałąź i fikając przy tym trzy koziołki - wszystko to przez to, że zanadto lubię miodek. Ratunku! - zawołał padając z wdziękiem w krzaki jałowca. Wylazł z zarośli, wyjął z nosa kolące igły i znów zaczął rozmyślać i pierwszą osobą, o jakiej pomyślał, był Krzyś. - O mnie? - zapytał Krzyś drżącym ze wzruszenia głosem. - Tak, o tobie. Krzyś nic nie mówił, tylko oczy jego stawały się coraz większe i większe, a policzki coraz czerwieńsze. Otóż Kubuś Puchatek poszedł do swego przyjaciela Krzysia, który mieszkał za zielonymi drzewami na drugim krańcu Lasu. - Dzień dobry, Krzysiu! - powiedział Puchatek. - Dzień dobry, Kubusiu Puchatku! - powiedziałeś. - Chciałbym wiedzieć, czy masz pod ręką coś w rodzaju balonika. - Balonika? - Tak. Idąc do ciebie tak sobie mówiłem: "Ciekaw jestem, czy też Krzyś ma pod ręką coś w rodzaju balonika?". Właśnie tak sobie mówiłem myśląc o balonikach. - A na co ci balonik? - spytałeś. Kubuś Puchatek rozejrzał się dokoła, czy nikt nie słucha, położył łapkę na pyszczku i powiedział ledwo dosłyszalnym szeptem: - Miód! - Ale co ma balonik do miodu? - Ma - odparł Puchatek. Otóż właśnie tak się zdarzyło, że poprzedniego dnia byłeś na zabawie u twojego przyjaciela, Prosiaczka, i na tej zabawie dostaliście wszyscy baloniki, i tyś dostał duży, zielony balonik, a jeden z krewnych-i-znajomych Królika dostał duży, niebieski balonik i zapomniał zabrać go z sobą do domu, ponieważ był doprawdy za młody, żeby chodzić na zabawy; a ty przyniosłeś ze sobą do domu i zielony, i niebieski balonik. - A który wolisz? - zapytałeś Puchatka. - Widzisz, to jest tak - odpowiedział Puchatek. - Kiedy się idzie po miód z balonikiem, to trzeba się starać, żeby pszczoły nie wiedziały, po co się idzie. Więc jeśli ma się z sobą zielony balonik, pszczoły mogą pomyśleć, że jest się częścią drzewa, i wcale nie zauważyć tego, kto idzie, a jeżeli ma się niebieski balonik, mogą pomyśleć, że jest się tylko kawałkiem nieba, i też nie spostrzec tego, kto idzie. A teraz chodzi o to, jaki balonik wybrać? - A powiedz, czy pszczoły nie mogą cię zauważyć pod balonikiem? - spytałeś. - Mogą albo nie mogą - odparł Kubuś Puchatek. - Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. - Pomyślał przez chwilę i powiedział: - Postaram się wyglądać jak mała ciemna chmurka. To je powinno zmylić. - Wobec tego lepiej, żebyś miał niebieski balonik - powiedziałeś, i tak się też stało. Więc poszliście obydwaj z niebieski balonikiem, a ty wziąłeś z sobą fuzję, tak tylko na wszelki wypadek, jak to zwykle robisz, a Kubuś Puchatek poszedł w jedno bardzo błotniste miejsce, które znał, zaczął się w nim okropnie tarzać i tarzać, aż zrobił się całkiem czarny; i potem, kiedy balonik został porządnie nadęty i stał się bardzo, bardzo duży, Puchatek wziął w obydwie łapki sznurek, uwiesił się na nim i z wdziękiem uleciał w powietrze. I bardzo szybko znalazł się na wysokości drzewa, całkiem bliziutko nieba. - Hura! - krzyknąłeś. - Prawda, że to cudowne? - zawołał Kubuś Puchatek do ciebie z góry. - Jak ja wyglądam z dołu?! A ty mu odpowiedziałeś: - Wyglądasz jak niedźwiedź uczepiony balonika. - A nie - zapytał Puchatek zatroskany - a nie jak mała czarna chmurka na niebieskim niebie? - Nie bardzo. - Ale może tam, w górze, to wygląda troszkę inaczej. Już ci raz mówiłem, że z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Nie było wiatru, który by poniósł go w stronę drzewa, tak że Miś wisiał nieruchomo w powietrzu. Mógł widzieć miód, mógł wąchać miód, ale nie mógł dotknąć miodu. Po krótkiej chwili zawołał w dół do ciebie: - Krzysiu! - Co? - Zdaje mi się, że pszczoły coś zwąchały. - A co takiego? - Nie wiem, ale mam wrażenie, że one się czegoś domyślają. - Może myślą, że chcesz się dobrać do ich miodu? - Może. Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Znowu na chwilę zapadło milczenie, po czym Kubuś Puchatek zawołał na ciebie z góry: - Krzysiu! - Co? - Czy masz w domu parasol? - Mam, a bo co? - Chciałbym, żebyś go przyniósł i przechadzał się z nim tam i z powrotem, i mówił: "Aj-aj-aj, zanosi się na deszcz"... Myślę, że to będzie świetny sposób na pszczoły. A ty pomyślałeś w duchu: "Głupi, poczciwy Misiu" - ale nie powiedziałeś tego głośno, bo lubisz go za bardzo, tylko poszedłeś do domu po parasol. - Ach, jesteś nareszcie! - zawołał z góry Kubuś Puchatek, kiedy tylko wróciłeś pod drzewo. - Byłem już o ciebie niespokojny. Jestem zupełnie pewien, że pszczoły stanowczo coś podejrzewają. - Czy mam otworzyć parasol? - zapytałeś. - Tak, tylko poczekaj chwilkę. Musimy być rozsądni. Najważniejsza pszczoła, jaką mamy zmylić, to Królowa. Czy potrafisz odróżnić z dołu Królową Pszczół od innych? - Nie. - Szkoda. Ale trudno. Musimy sobie radzić inaczej. Teraz, kiedy ty będziesz przechadzał się tam i z powrotem pod parasolem i mówił: "Aj-aj-aj, zanosi się na deszcz", ja znów zaśpiewam Piosenkę Chmurek, taką jaką tylko Chmurka może zaśpiewać. A ty sobie spaceruj! No i wtedy, kiedyś ty przechadzał się tam i z powrotem i myślał, czy będzie deszcz, czy nie będzie, Kubuś Puchatek zaśpiewał taką piosenkę: Jak to miło Chmurką być Niebem płynąć jak po wodzie. Mała Chmurka na dzień dobry Taką piosnkę śpiewa co dzień: -Jak to miło Chmurką być, Niebem płynąć jak po wodzie I od rana na dzień dobry Taką piosnkę śpiewać co dzień: -Jak to miło Chmurką być... Pszczoły bzykały podejrzliwie, jak to one mają w zwyczaju. Kilka z nich naprawdę wyfrunęło z gniazda i zaczęło unosić się dokoła Chmurki, gdy Chmurka właśnie śpiewała drugą zwrotkę swojej piosenki. I nawet jedna z pszczół usiadła na chwilę na nosie Chmurki, ale zaraz odfrunęła. - Krzysiu, aj, Krzysiu! - wrzasnęła Chmurka. - Co? - Myślę i myślę, i teraz już wiem na pewno, że to jest bardzo zły gatunek pszczół. - Tak ci się zdaje? - Zupełnie zły gatunek. I myślę, że one chyba robią kiepski miód. I zdaje się, że ja chyba zejdę na dół. A co ty o tym myślisz? - Ale jak?! - zawołałeś. Kubuś Puchatek nie pomyślał o tym. Gdyby wypuścił sznurek z łapki, zleciałby na ziemię i to mu się nie bardzo uśmiechało. Myślał więc dość długo, wreszcie powiedział: - Krzysiu, musisz strzelić w balonik. Czy masz z sobą fuzję? - Ma się rozumieć - powiedziałeś. - Ale jeśli to zrobię, balonik będzie na nic - powiedziałeś. - Tak, ale gdybyś tego nie zrobił - rzekł Puchatek - ja będę na nic. Wobec tego wycelowałeś bardzo ostrożnie w balonik i wystrzeliłeś. - Ojej! - wrzasnął Puchatek. - Czy nie trafiłem? - zapytałeś, Krzysiu. - Trafić trafiłeś - odpowiedział Puchatek - ale nie w balonik. - Bardzo mi przykro - powiedziałeś i jeszcze raz strzeliłeś, ale tym razem już w balonik, z którego powolutku wyszło powietrze, i Kubuś Puchatek opuścił się na ziemię. Ale miał tak zesztywniałe łapki od ściskania sznurka, że przez cały tydzień trzymał je wyciągnięte w górę. Ile razy mucha siadła mu na nosie, nie mógł odpędzić jej łapką, tylko zdmuchiwał ją, ot tak: "puch, puch, puch!" i zdaje mi się, choć nie jestem tego pewien, że i dlatego jeszcze nazwano Misia Puchatkiem. Czy to już koniec historyjki? - zapytał Krzyś. - Tak, to koniec tej historyjki. Ale są jeszcze inne. - O Puchatku i o mnie? - I o Króliku, i o Prosiaczku, i o was wszystkich. Czy już ich nie pamiętasz? - Pamiętam, tylko kiedy chcę je sobie przypomnieć, to zapominam. - O tym, jak Puchatek i Prosiaczek polowali na Słonia... - No i nie złapali go, prawda? - Nie. - Puchatek nie mógł, bo jest głupiutki. A czy ja go złapałem? - O tym jest właśnie w tej historyjce. Krzyś kiwnął główką. - Przypominam sobie - powiedział Krzyś - tylko Puchatek już dobrze nie pamięta. I Puchatek chciałby, żeby mu ją znowu opowiedzieć, bo on lubi prawdziwe historie, a nie wymyślone. - I ja tak myślę - powiedziałem. Krzyś westchnął głęboko, wziął Misia za łapkę i, ciągnąć go za sobą, poszedł w stronę drzwi. Przy drzwiach odwrócił się i powiedział: - Czy możesz przyjść do mnie, jak będę w kąpieli? - Mogę - odpowiedziałem. - Ale ja go nie skaleczyłem, kiedy strzeliłem z fuzji, prawda? - Nic a nic. Krzyś kiwnął główką i wyszedł, a po chwili usłyszałem: tuk-tuk-tuk-tuk. To Kubuś Puchatek wchodził za Krzysiem na górę po schodach. W przypadku „Pana Kuleczki” z pewnością jedną z podstawowych ingrediencji odpowiedzialnych za tak pięknie określony przez Ciebie efekt jest pędzel Eli Wasiuczyńskiej. O własnych tekstach trudniej mi się wypowiadać – mówi Wojciech Widłak w rozmowie z Ewą musiał czekać Pan Kuleczka na tę nominację. Spodziewałbyś się, że to właśnie ósma część jego przygód znajdzie się w głosowaniu czytelników Konkursie na Najlepszą Książkę Dziecięcą Przecinek i Kropka 2018? - Przede wszystkim nie spodziewałem się, że będzie aż osiem książek o Panu Kuleczce. Nie spodziewałem się też tej nominacji, naprawdę, ale bardzo mnie ona cieszy. Miło jest się dzielić radością ze „Skarbów”. Pamiętasz jeszcze, jak to się z Panem Kuleczką zaczęło? - Nie pamiętam, jak to było, ale tyle razy już o tym opowiadałem, że zapamiętałem, co opowiadam. A więc – w skrócie wielkim – w roku 1998, kiedy pracowałem w miesięczniku „Dziecko”, malarka Ela Wasiuczyńska przysłała mi portret pana w muszce i w meloniku, opatrzony podpisem: „To jest Pan Kuleczka. Może Cię natchnie”. I choć nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że będę autorem opowiadań dla dzieci, posłusznie poszedłem za natchnieniem. Usiadłem i napisałem ponad sto opowiadań o tym panu. Oczywiście nie od razu – zajęło to około dwudziestu lat. Zdarzają się książki, które są dobre w każdym calu, pod każdym względem, tak jak „Pan Kuleczka”. Jaka jest recepta na taką książkę? - Bardzo dziękuję za ten „każdy cal”. Myślę sobie, że książki tym się różnią od lekarstw, że nie ma na nie recepty. Może warto by zapytać Czytelników? W przypadku „Pana Kuleczki” z pewnością jedną z podstawowych ingrediencji odpowiedzialnych za tak pięknie określony przez Ciebie efekt jest pędzel Eli Wasiuczyńskiej. O własnych tekstach trudniej mi się wypowiadać. O! Pomyślałem, że w takim razie opowiem – jako czytelnik – o moim ukochanym „Kubusiu Puchatku”, wzorcu z Sevres literatury dziecięcej. A zatem: proste historie, pod których powierzchnią kryją się głębsze prawdy; sympatyczni bohaterowie nie pozbawieni słabości; prosty, ale elegancki język; delikatny humor. Zażywać co najmniej raz dziennie. Wyszła recepta? Całkiem niedawno w księgarniach pojawiła się książka „Figiel i Psikus. Burzliwe życie chochlików”. Mam nadzieję, że to nie oznacza, iż Pan Kuleczka przeszedł na emeryturę. - Z Panem Kuleczką - jak z pszczołami – nigdy nic nie wiadomo. Parę lat temu myślałem, że więcej się nie spotkamy, a tymczasem pojawiły się kolejne tomiki, zaś w komputerze folder „PK Ewentualne źródła natchnień”. Figiel i Psikus na pewno nie wypchną Pana Kuleczki na emeryturę, tak jak nie zrobili tego Wesoły Ryjek, król Gromoryk czy profesor Kurzawka. Chochliki są pogodne, przyjazne i pomocne, a ich figle i psikusy – niewinne. Mają trochę wspólnego z Panem Kuleczką – też wywędrowały do książki z czasopisma (one akurat ze „Świerszczyka”). I też je bardzo lubię. Sądząc po przygodach Pana Kuleczki i Wesołego Ryjka, spodziewam się, że Figiel i Psikus to nie jednorazowy wybryk, a zwiastun kolejnego cyklu. Mylę się? - Czyżby któryś z chochlików wyszeptał Ci to do ucha? Nie wiem, czy możemy mówić o cyklu, ale druga książka o przygodach Figla i Psikusa może się ukazać jeszcze w tym roku. No, chyba że jakiś chochlik drukarski w tym przeszkodzi. Muszę przyznać, że osobiście stęskniłam się za Samotnym Jędrusiem, o którym opowieść zilustrowała Joanna Rusinek. Czy jest szansa, że poznamy jego nowe przygody? - Bardzo dziękuję w imieniu Joasi i Jędrusia. Drzwi do tej akurat historii chyba się jednak zamknęły i nie myślałem, żeby zaglądać tam przez dziurkę od klucza. Ale kto wie – może sam bohater otworzy drzwi z drugiej strony? A może już za rogiem czają się zupełnie inni bohaterowie? - Właśnie! Czy to nie piękne słowo: „może”? Może! Z Wojciechem Widłakiem rozmawiała Ewa Świerżewska Wojciech Widłak – mąż, tata i dziadek; autor ponad trzydziestu nagradzanych i wyróżnianych książek dla dzieci. W 1982 jako magister stosunków międzynarodowych rozpoczął pracę w tygodniku „Służba Zdrowia”. Potem był handlowcem w PPiDKOP „Chemadex” i ZPU „Wola”, redaktorem w podziemnej „Karcie”, Polskim Towarzystwie Psychologicznym, wydawnictwie Prószyński i S-ka (gdzie w 1998 roku zadebiutował na łamach miesięcznika „Dziecko” opowiadaniem o Panu Kuleczce) i wydawnictwie edukacyjnym Nowa Era, w którym współtworzył i współredagował podręczniki dla najmłodszych.

z pszczołami nigdy nic nie wiadomo